środa, 21 października 2015

Kraków: Szable, zmiotki i miecze świetlne


Cześć!

Tyle się działo przez ostatni miesiąc, że nie wiem od czego zacząć. Dzięki uprzejmości moich pracodawców spędziłem ostatnie 3 tygodnie głównie na pracy z domu. Co byłoby ogólnie dobrą wiadomością, gdyby nie to, że pracowałem głównie 6-18, a Małgosia już zaczęła pracę, więc czas spędziłem na czekaniu i sprzątaniu. Oczywiście, miało to masę pozytywnych aspektów jak brak obowiązku wychodzenia z domu gdy jest zimno i ponuro. A jak jeszcze może nie wiecie nie znoszę zimna, deszczu i pochmurnego nieba. W szczególności tutaj-nieba.:) Na szczęście mieszkając w Krakowie mamy dużo możliwości na ciekawe niebezcelowe marznięcie i moknięcie. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy mięliśmy okazje odwiedzić teatr i to dwa razy! 

Za pierwszym razem poszliśmy na "Pawia Królowej" na podstawie powieści Doroty Masłowskiej. Był to spektakl pełen humoru, ciekawych monologów, ale to co urzekło mnie najbardziej do nucenie poniższej piosenki. Cała konwencja jest bardzo ciekawa, gdyż scena jest zamieniona w boisko do squasha, na którym bohaterowie niemalże odbijają słownie piłeczkę od ścian zastanej rzeczywistości. 



Kolejną sztuką, na której byliśmy, była "Trylogia" Sienkiewicza w reżyserii Jana Klaty. Tak samo jak w "Pawiu ..." konwencja była dość szalona, gdyż wszyscy bohaterowie znajdują się w szpitalu, a scenografie budują na bieżąco wykorzystując łóżka szpitalne. Aktorzy wcielali się w różnorodne postaci nie zawsze zostając przy jednej, co jeszcze bardziej uatrakcyjniło spektakl. Gorąco polecam oba wszystkim, którzy nie mieli okazji ich zobaczyć:) 

Schody pełne mądrości:)

Z teatralnych ciekawostek, nasza koleżanka Karolinka, dostała się na 1 rok studiów aktorskich i mieliśmy okazję zobaczyć jej spektakl na podsumowanie "Fuksówki" (dla tych co nie wiedzą, ja np. nie wiedziałem, to taki niekonwencjonalny sposób na kocenie aktorów:) Była to bardzo zabawna zbieranina skeczy, etiud i innych mniej lub bardziej znanych elementów rzemiosła aktorskiego:) 

In da Łódź!



Na samiuteńki koniec zostawiłem rzecz najważniejszą!:) Już dziś wyszedł trailer nowych Gwiezdnych Wojen (poniżej;), a wczoraj udało nam się zamknąć trylogię prequeli! Małgosiu jestem z Ciebie bardzo bardzo dumny, a jako dobra wiadomość zostały nam 58 dni na zobaczenie oryginalnej trylogii:)




Do napisania moi mili!!!
Miki

sobota, 10 października 2015

Kraków: droga ewakuacyjna

Hej,
Praca, szkolenia, próby pisania pracy magisterskiej to wszystko powoduje, że życie w Krakowie znacznie przyśpieszyło. Wstawanie do biura na 8.00 często graniczy z cudem, ale jeszcze się nie spóźniłam! Z czego jestem bardzo dumna:D 

Pierwszego dnia nowa koleżanka oprowadziła mnie po biurze, które zajmuje sześć pięter w wielkim szklanym budynku. Mamy trzy windy i identyfikatory, bez których praktycznie nie da się przejść kilku metrów. Pokazała także tajne przejście - ukryte schody. Patent o tyle fajny, że po 8 godzinach przy biurku można trochę rozprostować kości. I tak też postanowiłam zrobić przechodząc z recepcji na swoje piętro. Rozmawiałam wtedy z Mikim przez telefon i pomyślałam, że idąc schodami zyskam kilka dodatkowych sekund na rozmowę, więc otworzyłam pierwsze lepsze drzwi koło windy i ruszyłam po schodach. Bardzo szybko zorientowałam się, że to chyba nie to magiczne, tajemne przejście pokazane przez koleżankę, ponieważ po zatrzaśnięciu się drzwi nie dało się ich otworzyć i - o zgrozo - nie było tam okien, czytników na karty i zaczęłam gubić zasięg. W lekkiej panice mój mózg przeanalizował wszystkie alternatywy. Zeszłam na sam dół, ale drzwi były zamknięte. Przebiegłam się po piętrach, żeby sprawdzić czy może przypadkiem gdzieś ktoś zostawił je otwarte. A tu nic pusto, półmrok, żadnych ludzi, no i ten zasięg ledwo, ledwo działający. Postanowiłam, że spróbuję pobrać aplikację Skype i napisać przez nią do koleżanki z biura, bo to był jedyny kontakt jaki miałam. Na wymianę numerów telefonów nie miałam jeszcze czasu... No dobra, miałam numer do przełożonej, która była na zebraniu w tym momencie, ale jakoś nie za bardzo chciałam z niego korzystać. Udało się - aplikacja pobrana, wiadomość wysłana, ale nawet nie mogłam jej powiedzieć, na którym jestem piętrze, bo nie było żadnego oznakowania, a ja zgubiłam rachubę biegając w tę i z powrotem... Koleżanka pobiegła do recepcji i cóż się okazało? Że te drzwi na dole, przy których byłam na samym początku są otwarte, ale ciężkie i po prostu trzeba je o wiele mocniej pchnąć... Tak też uwolniłam się z zakamarków drogi ewakuacyjnej. I od razu wzięłam numer do kilku osób z pracy, żeby nie panikować następnym razem;) 


Ale to nie koniec. Firma wysłała mnie na trzydniowe szkolenie do Warszawy. Zapewniali hotel i przejazd, więc miałam okazję pierwszy raz jechać Pendolino. Generalnie 2,5 godziny z Krakowa do Warszawy uważam za dobry wynik, ale poza tym nie zrobiło na mnie jakiegoś kolosalnego wrażenia. Szkolenie było intensywne i do hotelu wracaliśmy naprawdę zmęczeni. Pierwszej nocy odsypiałam pobudkę przed piątą, bo chwilę po szóstej miałam pociąg. Natomiast drugiej nocy także chwilę przed piątą obudził mnie alarm: "Uwaga, w hotelu wykryto zagrożenie, proszę o natychmiastowe opuszczenie budynku najbliższymi schodami ewakuacyjnymi. Windy zostały zablokowane". Miałam już przecież przeszkolenie kilka dni wcześniej ze schodami w Krakowie, więc ze znalezieniem ich nie miałam problemu;P Wyskoczyłam w piżamie, narzucając na siebie tylko płaszcz. Wyjście z hotelu zajęło mi naprawdę tylko chwilę. Na dziedzińcu gromadziło się już trochę gości hotelowych, a kolejni prężnie wychodzili z budynku. Zdziwiło mnie to, że większość z nich zdążyła się przebrać... I co? I nic. Czekamy. Nikt z obsługi hotelowej do nas nie przyszedł, a pan ochroniarz, którego znalazłam powiedział, że on nic nie wie, bo to "tak jakby nie leży w jego zakresie obowiązków". Finalnie okazało się, że alarm był fałszywy, a my mamy spokojnie wrócić do łóżek. Rączki i w ogóle wszystko opadło mi po tej informacji, bo nie ukrywam, cała sytuacja trochę podniosła ciśnienie. To był pierwszy raz, kiedy nie uczestniczyłam w rutynowych ćwiczeniach ewakuacyjnych jak w szkole, ale wydawało się, że mam do czynienia z realnym zagrożeniem. Zresztą emocje u wszystkich wzięły górę i mało kto zasnął dalej tej nocy. 


Ale żeby nie kończyć w pochmurnym nastroju powiem Wam, że na powrót do domu cieszyłam się tak bardzo jak te panie na dole... No dobra, bardziej:D