poniedziałek, 19 września 2016

Świat: mały i DUŻY

Cześć!
Jak widzicie byliśmy mocno zajęci przez ostatnie parę miesięcy. Taaaak, to właśnie dla tego porzuciliśmy pisanie na bloga na jakiś czas.....:] Dobrą wiadomością jest to, że zdecydowanie nie marnowaliśmy czasu:] Oczywiście część z tych przygód zasługuje na oddzielne notatki, ale spróbuje przynajmniej część opisać dziś:)

W lutym mieliśmy przyjemność pojechać do Anglii na ślub mojego kumpla z liceum Wojtka i Amarni jego wybranki serca:) Ślub odbywał się w Essex, które jest hrabstwem oddalonym o kilkadziesiąt kilometrów od centrum Londynu. Niesamowicie piękne pastwiska dla..... sarenek:) Tak, w Anglii ludzie hodują stada sarenek!;] Dla Małgosi było to ciekawe doświadczenie, gdyż po raz pierwszy była w miejscu, gdzie rasa biała nie jest dominująca a raczej tylko małym procentem:) Na ślubie czarnoskórzy stanowili 90%!!!! To głównie dlatego, że rodzina Amarni pochodzi z Wysp Karaibskich:)
Wojtek z Amą ugościli nas przez kilka dni i nie pozwolili nam sie nudzić:) Byliśmy na kręglach, gdzie poradziliśmy sobie całkiem nieźle oraz na czymś co nazywało się Top Golf. W Polsce nie spotkałem tego rodzaju rozrywki, mianowicie są ustawione w linii na parterze i na piętrze stanowiska do uderzania piłek golfowych, każda z nich przypisana jest do gracza. Uderzamy w okrągłe pola za które dostajemy punkty i bonusy oczywiście im dalej tym więcej punktów, ale również dużo trudniej trafić do środka:)

W miedzy czasie udało nam się spędzić również parę dni w Londynie, gdzie mogliśmy się spotkać z moją przyjaciółka Zuzą, z którą nie miałem okazji się zobaczyć od czasu jej wyjazdu do Londynu:) Było fantastycznie znów się zobaczyć!:)
To nie jedyne super doświadczenie, którymi obdarzył na odrobinę deszczowy Londyn. Ja dzięki temu, że miałem okazje mieszkać w Londynie, przeżywałem niesamowite deja vu. Chodziliśmy po miejscach, gdzie żyłem i się bawiłem, dlatego masa wspomnień z tamtego okresu wróciła:) Czy to mój pierwszy dzień w Londynie, który spędziłem w Stag's Head czekając na człowieka o imieniu Bekham, czy pierwsze dni, które spędziłem oglądając wiewiórki w Hyde Parku:) Udało nam sie również zobaczyć Pałac Buckingham, Tower Bridge, Candem Town (ale bardzo wcześnie i wszystko było zamknięte). Wyjazd nie był długi, ale za to pełen wrażeń i wspomnień. Na pewno wrócimy!



Tak jak pisałem wcześniej, działo się dużo:) Nie minęły 3 miesiące i już byliśmy w drodze do Pragi, razem ze Stysia i Wojtkiem! To był dość spontaniczny wyjazd, na który wybraliśmy się autem. Nocowaliśmy na AirBnb, gdzie wynajęliśmy całe dwu pokojowe mieszkanko z kuchnią i łazienką, które było oddalone kilka przystanków od centrum Pragi. Jeden dzień spędziliśmy wspólnie zwiedzając Most Karola, Zamek, zjedliśmy czeski obiadek, a na koniec obejrzeliśmy sobie meczyki Euro w pubie. Drugiego dnia musieliśmy się rozdzielić, gdyż Stysia z Wojtkiem pędzili na festiwal z super muzą, a my pozwoliliśmy sobie na odrobinę relaxu nad rzeką, i popijając piwko na rynku. Musicie wiedzieć, że w Czechach picie piwka w miejscach publicznych jest dozwolone, dlatego niesamowicie miłym doświadczeniem było siedzenie po turecku i popijanie kupionego w "Żabce" Kozła:) Ma co prawda tylko 3,9%, ale i tak był fantastyczny w cudownej atmosferze i doborowym towarzystwie Małgosi:)
Pobyt w Pradze uwieńczyliśmy jajecznica w super knajpce niedaleko naszego mieszkania, dla Małgosi oczywiście była za słona. :]



To oczywiście nie był koniec naszych przygód w tym roku. Już na początku lipca przywitaliśmy rodziców Małgosi i moich podczas obiadu zapoznawczego:) Był to super dzień pełen rozmów i pysznego jedzenia, które w dużej mierze zapewnili nam rodzice Małgosi przywożąc przesmaczny gulasz i gotując nasza ulubiona zupę - botwinkę Mamy L:)

Był to początek wakacji, więc i początek kolejnych podróży!!!:) Już tydzień po wizycie rodziców, spakowaliśmy się i z dwu dniowym przystankiem w Łodzi, ruszyliśmy do Kostrzyna, gdzie już za kilka dni miał się rozpocząć Najpiękniejszy Festiwal na Ziemi czyli Woodstock!!!:) Razem z Małgosią i Muppetem już w niedziele udało nam się dotrzeć na pole namiotowe, które tym razem było ogrodzone, ale ku naszemu zaskoczeniu nikt nie robił problemów nie było również wzmożonej kontroli. Mimo kilku starć z czerwonym, żółtym i niebieskim patrolem udało nam się  rozbić w regularnym miejscu z nie powtarzalnym widokiem na scenę i wygodzie bujanego hamczka na wietrze:) Woodstock ma do siebie, że jeśli przyjedzie się na niego wcześniej, można dostrzec cały szereg niesamowitości nieporównywalnej z niczym innym. Nie ma jeszcze, otwartych jadłodajni, pijalni czy głośnej muzyki, za to są grajkowie, śpiewaki i śpiewaczki, tancerze, tancerki, kuglarze i ludzie obdarzeni nieskończoną mocą przyjaźni, wzajemnej pomocy i nieograniczonym niczym chilloutem w głowie:) Tak właśnie spędziliśmy pierwszych kilka dni zanim nasza Woodstockowa ekipa nie powiększyła się o kolejnych towarzyszy:) Przyjaciele z Chatki Chemików, Zagi prosto z UK i wielu innych, przybywali dzień po dniu, by rozpocząć nasze święto szczęścia:) Mieliśmy okazje poznać ludzi z różnych części świata, posłuchać świetnych koncertów (choć i w tym roku nie udało mi się pójść na więcej niż 3, reszty słuchałem z hamaczka). Niestety, Woodstock musiał dobiec końca, jak wiele inny przyjemnych rzeczy, na szczęście jednak wiele lat woodstockowych doświadczeń, nauczyło nas że Woodstock to stan umysłu. Możesz go posiąść, możesz go posiadać, ale nigdy nie uda Ci się go porzucić:) Dlatego zapraszamy wszystkich, którzy jeszcze nie mieli szansy tego doświadczyć na 23 Przystanek Woodstock który odbędzie się w dniach  3-4-5.08.2017 w Kostrzynie nad Odrą!:) Do zobaczenia!:)



Jak się zapewnee spodziewacie to nie był to koniec naszych wojaży!:) Dzięki uprzejmości jego świętobliwości papieża Franciszka (którego swoją drogą lubimy za wiele rzeczy, ja np.: najbardziej za to ze jest fanem Leo Messiego) w Krakowie odbywał się zlot wyznawców krzyżokształtu zwany ŚDM:) Dlatego też Małgosia dostała dość przyjemną możliwość pracy zdalnie ze swojej ukochanej Łodzi, ja natomiast miałem wolne, więc odwiedziłem mojego tatę w Pezinku na Słowacji i moich przyjaciół Anie, Chrisa i ich super kochanego synka Janka w Bielsku.
Wyjazd na Słowacje był super relaksującym czasem, kiedy mogłem poczytać książki, po pływać w basenie czy napić się piwka opalając się na leżaczku:) Dwa wieczory z tatą to superowe rozwiązanie kiedy tak rzadko się widujemy:) U Ani i Chrisa najwięcej czasu spędziłem bawiąc się z Jankiem w gonienie, krzyczenie, wywracanie, samochodziki, klocki, puzzle i inne:) Ma dzieciak talent do wyłączania u wujka jakiejkolwiek asertywności.
Małgosia, w miedzy czasie, mimo iż nie miała kolorowo, bo musiała pracować, nadrobiła trochę socjalnych zaległości widując się z koleżankami i ich różnorodnymi przyległościami (mężczyźni, dzieci itd:) Wracając z naszych wyjazdów, zahaczyliśmy o Sosnowiec na urodziny mojej babci i.... mieliśmy pierwszą wolną niedziele w Krakowie!!!:)




Ciąg dalszy nastąpi…