piątek, 28 sierpnia 2015

Kraków. Rozdział I: Domowy flow

Musiałem się trochę zebrać w sobie, by podzielić się z wami moimi przemyśleniami:) 

Mieszkanie z Kimś to całkiem inna bajka, niż to co przeżyłem dotychczas. Jest to takie niesamowite zjawisko, które samym swoim istnieniem nakłania cię do bycia odrobinę lepszym. Nie wiem czy to nie jest zbyt iluzoryczne i spontanicznie początkowe, ale mam nadzieje że będzie trwało dalej. Z M. mieszka mi się fantastycznie, prawdę powiedziawszy mam lepiej niż mogłem sobie sam wyśnić:) Wspólne gotowanie, kąpanie i przede wszystkim budzenie się rano, za każdym razem powoduje, że chodzę z uśmiechem na twarzy. Długo na to czekałem i chyba nie zamierzam stracić ani chwili z tego wspaniałego czasu zmian:] 


Wczoraj wydarzyły się dwie rzeczy godne odnotowania:) Pierwsza trochę bardziej oficjalna. Wczoraj pobiliśmy rekord liczby gości w naszym mieszkaniu mianowicie było ich czworo;] Nie było skarg na hałas czy palenie balkonowe, a to całkiem niezły prognostyk:)

Drugie wydarzenie o którym chciałem napomknąć to super zachowanie naszej nowej pizzerii pod domem:) Wczoraj najpierw wzięliśmy Margherite, a kierownik wspaniałomyślnie nie kazał nam za nią zapłacić w ramach 1 gratis dla sąsiadów:) Ale to jeszcze nie koniec, zamówiliśmy dwie kolejne pizze tym razem już z serią dodatków a one..... tez były za darmo:) 

 Dziękujemy Pizzza1 za dobre początki (miejmy nadzieje) owocnego sąsiedztwa:)




czwartek, 27 sierpnia 2015

Kraków. Rozdział I: Poszukiwania

Nie da się ukryć - mieszkań w Krakowie jest dużo. Jednak nasze oczekiwania wielokrotnie okazały się dużo większe niż to, co rynek mieszkań mógł nam zaproponować. Dobre kilka (myślę, że spokojnie 8-9) tygodni oglądaliśmy oferty w internecie i tylko nieliczne powodowały szybsze bicie serca w stylu: "może to właśnie to?".

Co nas interesowało? Mieszkanie dwupokojowe z balkonem w dobrej lokalizacji i za rozsądną cenę. A no i bez pośrednictwa agencji, ponieważ wtedy cena znacząco wzrasta. Jak to zwykle bywa mieszkania spełniały zazwyczaj prawie wszystkie wytyczne, jednak prawie robi jednak różnicę... Jak było duże, dwupokojowe, z pięknym balkonem, w dobrej cenie to gdzieś na końcu świata. Jak było blisko centrum to bez balkonu. Jak miało balkon to cena była kosmiczna. I tak w kółko. Nie wspomnę o mieszkaniach, które wyglądały jak zmory, gdzie wisiały dywany na ścianach, a paprotki zajmowały całą przestrzeń życiową.

Wyselekcjonowane mieszkania staraliśmy się zobaczyć na własne oczy. Kilka razy zdarzyło się, że oferty znikały w błyskawicznym tempie - oglądaliśmy, wychodziliśmy i godzinę później sms, że jest nieaktualne. Często okazywało się również, że cena mieszkania "nieco" się różni od podanej w ogłoszeniu lub są totalnie inne (czyt. gorsze) meble niż na zdjęciach (w jednym oferowali nam zostawienie 4 łóżek).

Nasza tułaczka od mieszkania do mieszkania zakończyła się nieopodal placu Bohaterów Getta, gdzie decyzję podjęliśmy od ręki. Miki był pewny, a mnie jego pewność tylko ugruntowała w przekonaniu, że to będzie właśnie to, czego szukamy.

Poniżej przedstawiam zdjęcia naszych zaskoczeń z Rozdziału I - Strona 1:
totalny brak szuflad, nowoczesny design kafelków oraz jakiś taki dziki amarant.


                 


środa, 26 sierpnia 2015

Kraków. Rozdział I. Strona I.



Przeprowadzkę z Łodzi do innego miasta planowałam od kilku miesięcy, jednak jej nadejście przyjęłam z lekkim zaskoczeniem. Plany to plany - snuć je można w nieskończoność, natomiast rzeczywistość to już zupełnie inna bajka. Moja (a raczej nasza) bajka w Krakowie dopiero się rozpoczyna...

Wynajęte mieszkanie niedaleko Kazimierza urządziliśmy już po swojemu. Jednak zaskoczeniem okazał się totalny brak szuflad w kuchni, kolor ścian w salonie (różowo-morelowy) oraz płyty paździerzowe zamiast kafelków w łazience, ale cóż nie można mieć wszystkiego.;) Wydaje mi się, że i tak trafiliśmy dobrze, bo jest odremontowane, przytulne, ma balkon i dużą wannę! A ja czuję się tu bezpiecznie, co chyba dobrze świadczy o nowym miejscu. Mam już za sobą pierwsze spacery po najbliższej okolicy, pierwsze spalone ciasto, no i pierwsze wysłane cv.