Nie da się ukryć - mieszkań w Krakowie jest dużo. Jednak nasze oczekiwania wielokrotnie okazały się dużo większe niż to, co rynek mieszkań mógł nam zaproponować. Dobre kilka (myślę, że spokojnie 8-9) tygodni oglądaliśmy oferty w internecie i tylko nieliczne powodowały szybsze bicie serca w stylu: "może to właśnie to?".
Co nas interesowało? Mieszkanie dwupokojowe z balkonem w dobrej lokalizacji i za rozsądną cenę. A no i bez pośrednictwa agencji, ponieważ wtedy cena znacząco wzrasta. Jak to zwykle bywa mieszkania spełniały zazwyczaj prawie wszystkie wytyczne, jednak prawie robi jednak różnicę... Jak było duże, dwupokojowe, z pięknym balkonem, w dobrej cenie to gdzieś na końcu świata. Jak było blisko centrum to bez balkonu. Jak miało balkon to cena była kosmiczna. I tak w kółko. Nie wspomnę o mieszkaniach, które wyglądały jak zmory, gdzie wisiały dywany na ścianach, a paprotki zajmowały całą przestrzeń życiową.
Wyselekcjonowane mieszkania staraliśmy się zobaczyć na własne oczy. Kilka razy zdarzyło się, że oferty znikały w błyskawicznym tempie - oglądaliśmy, wychodziliśmy i godzinę później sms, że jest nieaktualne. Często okazywało się również, że cena mieszkania "nieco" się różni od podanej w ogłoszeniu lub są totalnie inne (czyt. gorsze) meble niż na zdjęciach (w jednym oferowali nam zostawienie 4 łóżek).
Nasza tułaczka od mieszkania do mieszkania zakończyła się nieopodal placu Bohaterów Getta, gdzie decyzję podjęliśmy od ręki. Miki był pewny, a mnie jego pewność tylko ugruntowała w przekonaniu, że to będzie właśnie to, czego szukamy.
Poniżej przedstawiam zdjęcia naszych zaskoczeń z Rozdziału I - Strona 1:
totalny brak szuflad, nowoczesny design kafelków oraz jakiś taki dziki amarant.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz