sobota, 10 października 2015

Kraków: droga ewakuacyjna

Hej,
Praca, szkolenia, próby pisania pracy magisterskiej to wszystko powoduje, że życie w Krakowie znacznie przyśpieszyło. Wstawanie do biura na 8.00 często graniczy z cudem, ale jeszcze się nie spóźniłam! Z czego jestem bardzo dumna:D 

Pierwszego dnia nowa koleżanka oprowadziła mnie po biurze, które zajmuje sześć pięter w wielkim szklanym budynku. Mamy trzy windy i identyfikatory, bez których praktycznie nie da się przejść kilku metrów. Pokazała także tajne przejście - ukryte schody. Patent o tyle fajny, że po 8 godzinach przy biurku można trochę rozprostować kości. I tak też postanowiłam zrobić przechodząc z recepcji na swoje piętro. Rozmawiałam wtedy z Mikim przez telefon i pomyślałam, że idąc schodami zyskam kilka dodatkowych sekund na rozmowę, więc otworzyłam pierwsze lepsze drzwi koło windy i ruszyłam po schodach. Bardzo szybko zorientowałam się, że to chyba nie to magiczne, tajemne przejście pokazane przez koleżankę, ponieważ po zatrzaśnięciu się drzwi nie dało się ich otworzyć i - o zgrozo - nie było tam okien, czytników na karty i zaczęłam gubić zasięg. W lekkiej panice mój mózg przeanalizował wszystkie alternatywy. Zeszłam na sam dół, ale drzwi były zamknięte. Przebiegłam się po piętrach, żeby sprawdzić czy może przypadkiem gdzieś ktoś zostawił je otwarte. A tu nic pusto, półmrok, żadnych ludzi, no i ten zasięg ledwo, ledwo działający. Postanowiłam, że spróbuję pobrać aplikację Skype i napisać przez nią do koleżanki z biura, bo to był jedyny kontakt jaki miałam. Na wymianę numerów telefonów nie miałam jeszcze czasu... No dobra, miałam numer do przełożonej, która była na zebraniu w tym momencie, ale jakoś nie za bardzo chciałam z niego korzystać. Udało się - aplikacja pobrana, wiadomość wysłana, ale nawet nie mogłam jej powiedzieć, na którym jestem piętrze, bo nie było żadnego oznakowania, a ja zgubiłam rachubę biegając w tę i z powrotem... Koleżanka pobiegła do recepcji i cóż się okazało? Że te drzwi na dole, przy których byłam na samym początku są otwarte, ale ciężkie i po prostu trzeba je o wiele mocniej pchnąć... Tak też uwolniłam się z zakamarków drogi ewakuacyjnej. I od razu wzięłam numer do kilku osób z pracy, żeby nie panikować następnym razem;) 


Ale to nie koniec. Firma wysłała mnie na trzydniowe szkolenie do Warszawy. Zapewniali hotel i przejazd, więc miałam okazję pierwszy raz jechać Pendolino. Generalnie 2,5 godziny z Krakowa do Warszawy uważam za dobry wynik, ale poza tym nie zrobiło na mnie jakiegoś kolosalnego wrażenia. Szkolenie było intensywne i do hotelu wracaliśmy naprawdę zmęczeni. Pierwszej nocy odsypiałam pobudkę przed piątą, bo chwilę po szóstej miałam pociąg. Natomiast drugiej nocy także chwilę przed piątą obudził mnie alarm: "Uwaga, w hotelu wykryto zagrożenie, proszę o natychmiastowe opuszczenie budynku najbliższymi schodami ewakuacyjnymi. Windy zostały zablokowane". Miałam już przecież przeszkolenie kilka dni wcześniej ze schodami w Krakowie, więc ze znalezieniem ich nie miałam problemu;P Wyskoczyłam w piżamie, narzucając na siebie tylko płaszcz. Wyjście z hotelu zajęło mi naprawdę tylko chwilę. Na dziedzińcu gromadziło się już trochę gości hotelowych, a kolejni prężnie wychodzili z budynku. Zdziwiło mnie to, że większość z nich zdążyła się przebrać... I co? I nic. Czekamy. Nikt z obsługi hotelowej do nas nie przyszedł, a pan ochroniarz, którego znalazłam powiedział, że on nic nie wie, bo to "tak jakby nie leży w jego zakresie obowiązków". Finalnie okazało się, że alarm był fałszywy, a my mamy spokojnie wrócić do łóżek. Rączki i w ogóle wszystko opadło mi po tej informacji, bo nie ukrywam, cała sytuacja trochę podniosła ciśnienie. To był pierwszy raz, kiedy nie uczestniczyłam w rutynowych ćwiczeniach ewakuacyjnych jak w szkole, ale wydawało się, że mam do czynienia z realnym zagrożeniem. Zresztą emocje u wszystkich wzięły górę i mało kto zasnął dalej tej nocy. 


Ale żeby nie kończyć w pochmurnym nastroju powiem Wam, że na powrót do domu cieszyłam się tak bardzo jak te panie na dole... No dobra, bardziej:D






1 komentarz:

  1. Rany Gosia, ile atrakcji. Wtopa w pracy genialna, zostaniesz zapamiętana! <3

    OdpowiedzUsuń